Chapter 9: The Word can find me...

Słowa mnie znajdują
Trawią mnie, szukają...
Potem znów - Słowo we mnie pracuje.

Czasem mam wrażenie, że nieustająco, bo wraca... z czasem, gdzieś i kiedyś. Z rozwiązaniem, zastosowaniem, z prawdą. Prawdziwie - jasne!!! Staje się.
(...) i tu w internecie o godzinie i czasie, jakiego się nie spodziewam... w łóżku, w myśli gdy mnie nurtuje, w snach i marzeniach. 
W literach na pięciolinii i innych znakach. W niepokoju serca doskwierającego - tego "co nurtuje i wasze serca" ale też tego znaczenia i znaku "jakiego szukasz, a przy tym - jak serce ci rozpala", bo - pałasz czasem tym ogniem, w drodze, w podróży - tym ciepłem, ogniem i płomykiem - prawda?!!!... 

Słowo Odwieczne, pyta mnie wtedy: tą samą formułą...
Nie o kolejność, jakie moje miejsce już mam czy będę mieć...
Wartość, czy przelicznik. Jak ikonę (rozmiar) czcionki, jak pieniądz miedziany ze srebrem- kurs dolara czy funta... 
Jak wiele - ale jaki mi jest to "drogie".  

Ile jesteś wart, ile wart jest dla ciebie drugi człowiek.
Ile gotów jesteś jemu poświęcić?
Życie dać??? Czas. Może słowo. Uśmiech tylko. 
Czasem przestrogę - a nawet mocne ostrzeżenie i krzyk!!! 

Czasem - groźną minę, konsekwentny spokój na twoje łzy i błaganie o 2 zł na piwko. A czy jajko i miskę zupy, żurku na zakwasie - też dasz drugiemu???. 
Miejsce w swoim domu, w sobie, w sercu. Głęboko.
Chorobę i śmierć... 
Swoje mu oddajesz cierpienie - by jej/jego tak nie bolało - już więcej. Lata swoje, czas płynącego małżeństwa czy samotnej wędrówki po (przez) życie... Młodość całą (hmmm, ta nasza młodość i czas(y) - swej "niegdysiejszej" i nadal - nauki - pracy, wypoczynku. 

Czy tylko rzucić lub dać pieniądz, jedzenie jeszcze - czy tylko resztki, ochłap. Byle odejść, z głowy go (ją) mieć... 
Zerwać strupa... Zgnieść kwiatka. 
Odwracasz - li tylko, swój wzrok - i odchodzisz, jak kiedyś latem w aleję Róż - skrępowany, i głuchy... 
Już dość dałem. Teraz daję innemu/innej - no bo tak... 

Daję 10-cinę na inne dzieła. Oddaję, oddam "wszystko co mam" za... życie i zdrowie, podróż w jakiś kosmos i uwolnienie się od... Pokonanie przeszkody... Spełnienie marzenia.

No właśnie za "jakie-takie" - "co" i komu...

Tu mi się przypomina słynna a jedna z przypowieści Jezusa do uczniów, ale i do ludu: "O łazarzu i Bogaczu".
Z przynależności,i przyzwyczajenia to czynię - jak Żyd, z urodzenia i chrztu w wodzie a potem duchu??? Jak katolik.

Czy z miłości. Z serca, z głębi jestestwa, bycia człowiekiem - ze swojej słabości. Czy ty z biedy swojej i ubóstwa - ofiarowujesz, dajesz. Z jakiej cząstki swojego serca, dłoni - to czynisz???

Jakkolwiek mi odpowiesz na to, nie bardzo mnie to już zajmuje... Ty przecież, znasz mnie. Znasz mnie po imieniu. Taką, jaką ja tylko jestem. 
Czy trafisz w "mój powód i przyczynę". Nie powiem nic, nie powiem więcej, ale też - nie odmówię, nie powiem, NIE!!!.


Bo jest to sfera rozstrzygnięć - a nadal nie jest jasne jak się dzieje to, co się dzieje. 
Bo to nie walka o władzę (różne władze???) i o tron. I też nie o zasadę pewną i o działań filozofię. Ale o panowanie. 
O światło. O miłość... A ta przecież - nie umiera nigdy, bo jest wieczna - i zielona - jak trawa. (Desiderata)

Ja. Po prostu - to wszystko czynię... A i każdy "ktoś" najmniejszy, z tych moich, rówież będzie. 

A. ++

Comments

Popular Posts