Chapter 7: The first day on Earth, new(s)week. Newborn, but - beyond a Paradise.
REFLEKSJE O NIESKOŃCZONOŚCI (IV)
w nim mieli wybrać miejsce odpoczynku,
a wiodła ich opatrzność
Razem, powolnym krokiem, jak tułacze
Przez Eden samotną drogę przemierzali.
Milton, Raj utracony
Narodzić się, odrodzić, cud poczęcia, cud tworzenia - każde znaczy jakiś początek, który aż prosi się o kontynuację. W niektórych kulturach, społecznościach kobieta rodząca jest pozostawiana samej sobie, izolowana, przeżywa poród samotnie.
W innych, w narodzinach niezinstytucjonalizowanych poród staje się wydarzeniem w szerokim gronie rodziny czy przyjaciół. Poród rodzinny, bez poczucia anonimowości, osamotnienia, w tym momencie chyba najmniej traumatyczne narodziny w naszych warunkach (obok coraz częstszych i w Polsce porodów domowych).
Obok takich radości istnieje również realność ciąż niechcianych... Krajów, w których próbuje się ograniczać ilość poczęć i porodów, sterylizuje się kobiety i terroryzuje mocno wazektomią mężczyzn lub odbiera szanse przeżycia słabszym czy chorym dzieciom, czy też - preferuje jedną z płci.
W innych, ewidentnie starzejących się krajach (tzw. "mocarstwa cywilizacyjne") głowy państw apelują o dawanie życia, ale wciąż mały nacisk kładą na szacunek dlań, świadomość jego wielkości i świętości (tak, właśnie tak określić można jego wartość).
Zabija się chorych, niepełnosprawnych czy starych - czyjąś matkę czy ojca, dziadka i babcię licznych wnuków... zastrzykiem, kroplówką... inaczej też.
Jeżeli nie zagłębimy się w refleksje nad istotą życia i wielką tajemnicą, jaką jest jego powstawanie, to nasze myślenie pozostanie na poziomie współżycia, płodzenia, seksu, popędu li tylko, przymusu, mechanizmu i tym podobnych bzdur.
Przekształcanie ziemi i wędrówka po niej zawierają się przede wszystkim w tajemnicy odkrywania w niej, i w nas samych, miłości... Budowaniu na niej, na miłości jak na fundamencie najzdrowszym - całego życia.
Dzielę się z wami okruchami macierzyństwa, które w sobie przeżywam od dawna.
Mnie nie jest potrzebne w tej chwili położenie na piersi dzieciątka jako dowód na to, że jest, jest osobą i jest dobrem. I nie mam co do tego żadnych wątpliwości.
Znam je od kilku miesięcy.
I wiem, jak wiedział Bóg, że stworzenie było dobrem, więc pozwolił (i ja za nim), by trwało.
Dziewczyny, które wahacie się, kobiety, które za cenę własnego zdrowia, nerwów, chorób i urazów związanych ze zdecydowaniem się na życie "bez problemów" rezygnujecie z autonomicznego i bezbronnego człowieka nie dając mu szansy, pomyślcie o tym, że ono/ona na swój sposób odczuwa i wie... Zanim zorientujecie się, że nosicie je pod sercem, jego serce już bije, a całość jest prawie wierną miniaturką was samych, która rozpoczęła ważną i trudną pracę, jaką jest życie. Zależy od was, ale jest też jakże niezależne w sobie. Podobnych cudów jest niewiele, ale ktoś, kto je ponumerował i zamknął liczbę na siedmiu, chyba przesadził nie wspominając o cudzie życia.
Wygnanie z raju wiąże się, oprócz utraty bezpiecznego schronienia i małej stabilizacji danej nam przez kogoś, z szansą i koniecznością odkrywania siebie samego w nowej realności, szukania własnego Ja, miejsca i celu oraz sensu życia. Za każdym "tak", "nie", "chcę", "wybieram" - idzie silnie odciśnięty w rzeczywistości "nasz ślad"!!!
To - tu właśnie - zaczyna się wolność, a z nią - odpowiedzialność, ryzyko strachu, bólu, nowego, ale również bogactwo tego, co w życiu (rozwoju) zyskać możemy, dookreślając siebie.
Każdy wybór jest wyjątkowy, jedyny, ostateczny, tylko nasz i oby, oby był tym właściwym, niosącym dobro, obdarowującym coś lub kogoś.
Nie bójcie się na niego zdecydować...
Aneta Sendra-Wójcik (tekst z października/listopada 1995 r.)
Comments
Post a Comment
Proszę, zamieść komentarz poniżej i...
zaczekaj na wynik moderacji.
Dziękuję, A.