Chapter 21: Farewell my life time, good-bye
Pożegnanie starego w sobie i powitanie nowego.
Nawet bez akceptacji... a to kilogramów jakie po sobie zostawił, a to mieszkania - jakie opustoszało, wykopalisk w ścianach i oderwanych przeźroczy, filmów i postów nieregularnie zamieszczanych...
Prawdziwe historie???
Prawdziwe kłamstewka.
Wszystko jedno po drugim,
i jedno trwające przy drugim, pojawiające się... Znikające. Odchodzące do lamusa.
Życie z ostatnich stron gazet. Znikające teksty, nie pojawiające się dokumenty. Niemożliwe do przygotowania i pokazania przezrocza i teksty ukryte dobrze w prezentacjach, niepokazanych bo ich nie ma - i trzeba zdjęciami operować...
Życie w strachu, czasem tylko w grozie tego co mogłoby a nie dzieje się, nie wydarza się...
z próbą przygotowania się "na wszystko".
Taki rok żegnam, podobny witam pewnie.
Ano dwa pogrzeby, jedno prawie wesele...
Radości, i smutki delikatne, dwie fazy z Januszem, a to kwietniowo - majowa, a to grudniowa - z nieufnym, natrętnym poruszeniem męża mego.
Inny czas, taki późniejszy jak stare jesienne wino, dojrzalszy...
I jeszcze to, że brzydnę jakoś, gdy ty i nikt, na mnie - nie patrzy...
Ale i grubnę - i jeszcze ta "szpetota" mnie zatrzymuje, na moment. Wąsy i broda - co się zjawiają tu i ówdzie, na policzkach i twarzy... Meszek lub włoski. Choć i tego żałować nie umiem i nie mogę, że czasem zaśpiewam lub nagram się, powiem, napiszę życzenia czy wiersz, głosem niskim - jak kontr-alt, a nie - jeszcze sopran....
Nawet bez akceptacji... a to kilogramów jakie po sobie zostawił, a to mieszkania - jakie opustoszało, wykopalisk w ścianach i oderwanych przeźroczy, filmów i postów nieregularnie zamieszczanych...
Prawdziwe historie???
Prawdziwe kłamstewka.
Wszystko jedno po drugim,
i jedno trwające przy drugim, pojawiające się... Znikające. Odchodzące do lamusa.
Życie z ostatnich stron gazet. Znikające teksty, nie pojawiające się dokumenty. Niemożliwe do przygotowania i pokazania przezrocza i teksty ukryte dobrze w prezentacjach, niepokazanych bo ich nie ma - i trzeba zdjęciami operować...
Życie w strachu, czasem tylko w grozie tego co mogłoby a nie dzieje się, nie wydarza się...
z próbą przygotowania się "na wszystko".
Taki rok żegnam, podobny witam pewnie.
Ano dwa pogrzeby, jedno prawie wesele...
Radości, i smutki delikatne, dwie fazy z Januszem, a to kwietniowo - majowa, a to grudniowa - z nieufnym, natrętnym poruszeniem męża mego.
Inny czas, taki późniejszy jak stare jesienne wino, dojrzalszy...
Ale i grubnę - i jeszcze ta "szpetota" mnie zatrzymuje, na moment. Wąsy i broda - co się zjawiają tu i ówdzie, na policzkach i twarzy... Meszek lub włoski. Choć i tego żałować nie umiem i nie mogę, że czasem zaśpiewam lub nagram się, powiem, napiszę życzenia czy wiersz, głosem niskim - jak kontr-alt, a nie - jeszcze sopran....
Dźwięk taki, co to dotyka i w głębokość człowieka wchodzi nieśmiało,
... Wchodzi i... zostając, nie ginie wcale.
Słowo, to pierwsze.
Słowo, to pierwsze.
I te inne, dodane ode mnie... Także płynące tak z głębi mojego serca i z ciała (serca z ciała?).

Comments
Post a Comment
Proszę, zamieść komentarz poniżej i...
zaczekaj na wynik moderacji.
Dziękuję, A.