Chapter 15: Solaris
Wymyślić coś co jest.
Podzielić się tym z innymi...
Jest???
Prawdopodobnie istnieje. Trwa...
Zanim dokładnie zbadam niebo i te części nieba, jakie obejrzy tylko teleskop Hubble'a i teraz jego następca - jeszcze doskonalszy w lusterka i lustra, jak plaster miodu...
To było jeszcze daleko przed tym - kiedy znany scenarzysta a potem jeszcze bardziej znany i bardzo, bardzo bogaty producent a poprzednio tylko reżyser wielu filmów - (https://pl.wikipedia.org/wiki/Steven_Spielberg) wpadł na pomysł: "kurcze - może by to... zekranizować z rozmachem". Może fantastyka to nie tylko bajki...
Czy otwierałam kiedyś "Bajki robotów" czy "Głos Pana", czy - "Solaris", wszystko Lema, Herberta... czytałam to z zapartym tchem, a one mnie czytały. Czy pożerałam fantastykę współczesnych mi już - opowiadania i opasłe też - książki Dukaja, Grzędowicza, Pilipiuka, ale i ciekawie piszących kobiet - tu Kańtoch, wszystko we mnie grało. Autorzy i autorki piszące tę fantastykę - w jakiej znalazłam to coś, co wypełniło 1/3 mojego umysłu...
Marzenie i "nierzeczywistość".
Pomysł... ot, choćby ten kontrowersyjny - z "Trzynastego Anioła" Kańtoch... jak niegdyś owładnął mną w 1995 roku - Andrzej Sapkowski, saga o Wiedźminie w jakim zaczytywałam się leżąc w ciąży, w łóżku. Dodawali mi oni swoją literaturą siły i byli strawą marzeń, snów, i służyli oderwaniu się od codzienności...
Także i inni, i coraz nowi, i jeszcze inni autorzy - konstruktorzy "prozy i grozy" dla mojego i moich dzieci - umysłu.
Poszerzający świat moich wizji, marzeń, snów....
Odległych a jakże bliskich mi wtedy doznań.
Obcy dookoła mnie, i jakiś Obcy - we mnie...
Wizjonerzy.
Bogactwo...
Rozmaitość i wyobraźnia - nieskrępowana niczym...
Kolor, kształt. Ale przede wszystkim - koncept.
Niebagatelny... smak i zapach.
Wiem, myślicie - na co mi teraz "Mroczna wieża" Stevena Kinga, na co Tolkien czy C.S.Lewis. Dalej trzyma... Wszystkie te, nazywane epopeją, trylogią czy po prostu - dobrze skonstruowanymi bajdami i bajkami utwory autorów od A do Z, a czekające na półkach publicznej biblioteki. Zbierające kurz... Są. Dają tę samą lub podobną energię, ten zastrzyk.
Dopiero teraz otwierają się w mojej głowie - w milionach powieleń, połączeń, inspiracji i pomysłów. No bo pięknie, że są, że były. Ale - na co mi dziś "Więzień Labiryntu" i sam labirynt, skoro... to wszystko już miałam i było kiedyś???
Ta odwaga, presja i fantazja do bycia daleko i blisko, czy ta "powtarzalność".
Po co dystrykty (Dystrykt 13, był pomysłem na francuski kryminał fantasy), a tu - wraca niby nowym - echem - świstem kosogłosa?
Wracajcie czasem do korzeni...
Wracajmy tam razem.
Do przeróżnych - nowych i starych, znanych i tych mniej, autorów powieści przygód i grozy...
Od autora "dzikiego ogrodu, roślin pożerających nas - bo one królują na Ziemi po wojnach" (Abbison) z początku półki, aż do poczytnych powieści fantasy i grozy - H.G. Wellsa, i jego "Wojny światów" z tej końcówki alfabetu...
Coś sfilmowano, z czegoś - uczyniono audycję radiową, z innych teatr lub po prostu scenariusz, który nie ujrzał światła dziennego czy reżyserskiego binokla...
"Człowieka 2045" czyli postaci z przyszłości - ogólnej: bohatera z 2045 roku - czyli autorskiego pomysłu radzieckiego twórcy, dystrybuowanego już wszędzie w Europie, a teraz chyba na świecie. Świecie popromiennym, post apokaliptycznym. W świecie tak złym, zepsutym i skażonym, pełnym zarazy i chorób. Aż do klasycznego filmowego dzieła jednego z moich najulubieńszych - "Blade Runner.2049 (kontynuacja)" czyli następca filmu: "Łowca Androidów", filmu na podstawie opowiadania "Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?" Pilipha K. Dick'a.
A teraz w kinie dla młodzieży - ma nam niby imponować "zbyt jednak płytka i słaba", ilustracja angielskiej ulicy przyszłości, wysypisko śmieci Londynu, gdzie toczy się alternatywna gra - poszukiwanie nagrody, życie drugiego sortu. To "Easter Egg" ma dla mnie dziś wymiar szczególny, bo oglądałam film w czasie świąt Wielkiej Nocy, lub tuż po nich.
Ale to jest i małe, i smutne, i słabe - jak na ekranizację dobrej przecież książki, reżysera przecież tak znanego - Stevena Spilberga ("Just: player One"). A to niby w kinach świeżynka, tuż po premierze. I pewnie zapowiada kolejną część "Jurassic Park" - bo ma potencjał jak zawsze.
Ja jednak chętnie przypomną sobie raz jeszcze ekranizację "Solaris" Lema, z George'm Clooney'em... już z początku XXI wieku. Pomarzę... W Polsce - to spektakl, to teatr, nie film...
Jednak - czy film czy nie, fantastyka żyje już własnym życiem.
I tak ma być. I tak - jest dobrze...
Podzielić się tym z innymi...
Jest???
Prawdopodobnie istnieje. Trwa...
Zanim dokładnie zbadam niebo i te części nieba, jakie obejrzy tylko teleskop Hubble'a i teraz jego następca - jeszcze doskonalszy w lusterka i lustra, jak plaster miodu...
To było jeszcze daleko przed tym - kiedy znany scenarzysta a potem jeszcze bardziej znany i bardzo, bardzo bogaty producent a poprzednio tylko reżyser wielu filmów - (https://pl.wikipedia.org/wiki/Steven_Spielberg) wpadł na pomysł: "kurcze - może by to... zekranizować z rozmachem". Może fantastyka to nie tylko bajki...
Czy otwierałam kiedyś "Bajki robotów" czy "Głos Pana", czy - "Solaris", wszystko Lema, Herberta... czytałam to z zapartym tchem, a one mnie czytały. Czy pożerałam fantastykę współczesnych mi już - opowiadania i opasłe też - książki Dukaja, Grzędowicza, Pilipiuka, ale i ciekawie piszących kobiet - tu Kańtoch, wszystko we mnie grało. Autorzy i autorki piszące tę fantastykę - w jakiej znalazłam to coś, co wypełniło 1/3 mojego umysłu...
Marzenie i "nierzeczywistość".
Pomysł... ot, choćby ten kontrowersyjny - z "Trzynastego Anioła" Kańtoch... jak niegdyś owładnął mną w 1995 roku - Andrzej Sapkowski, saga o Wiedźminie w jakim zaczytywałam się leżąc w ciąży, w łóżku. Dodawali mi oni swoją literaturą siły i byli strawą marzeń, snów, i służyli oderwaniu się od codzienności...
Także i inni, i coraz nowi, i jeszcze inni autorzy - konstruktorzy "prozy i grozy" dla mojego i moich dzieci - umysłu.
Poszerzający świat moich wizji, marzeń, snów....
Odległych a jakże bliskich mi wtedy doznań.
Obcy dookoła mnie, i jakiś Obcy - we mnie...
Wizjonerzy.
Bogactwo...
Rozmaitość i wyobraźnia - nieskrępowana niczym...
Kolor, kształt. Ale przede wszystkim - koncept.
Niebagatelny... smak i zapach.
Wiem, myślicie - na co mi teraz "Mroczna wieża" Stevena Kinga, na co Tolkien czy C.S.Lewis. Dalej trzyma... Wszystkie te, nazywane epopeją, trylogią czy po prostu - dobrze skonstruowanymi bajdami i bajkami utwory autorów od A do Z, a czekające na półkach publicznej biblioteki. Zbierające kurz... Są. Dają tę samą lub podobną energię, ten zastrzyk.
Dopiero teraz otwierają się w mojej głowie - w milionach powieleń, połączeń, inspiracji i pomysłów. No bo pięknie, że są, że były. Ale - na co mi dziś "Więzień Labiryntu" i sam labirynt, skoro... to wszystko już miałam i było kiedyś???
Ta odwaga, presja i fantazja do bycia daleko i blisko, czy ta "powtarzalność".
Po co dystrykty (Dystrykt 13, był pomysłem na francuski kryminał fantasy), a tu - wraca niby nowym - echem - świstem kosogłosa?
Wracajcie czasem do korzeni...
Wracajmy tam razem.
Do przeróżnych - nowych i starych, znanych i tych mniej, autorów powieści przygód i grozy...
Od autora "dzikiego ogrodu, roślin pożerających nas - bo one królują na Ziemi po wojnach" (Abbison) z początku półki, aż do poczytnych powieści fantasy i grozy - H.G. Wellsa, i jego "Wojny światów" z tej końcówki alfabetu...
Coś sfilmowano, z czegoś - uczyniono audycję radiową, z innych teatr lub po prostu scenariusz, który nie ujrzał światła dziennego czy reżyserskiego binokla...
"Człowieka 2045" czyli postaci z przyszłości - ogólnej: bohatera z 2045 roku - czyli autorskiego pomysłu radzieckiego twórcy, dystrybuowanego już wszędzie w Europie, a teraz chyba na świecie. Świecie popromiennym, post apokaliptycznym. W świecie tak złym, zepsutym i skażonym, pełnym zarazy i chorób. Aż do klasycznego filmowego dzieła jednego z moich najulubieńszych - "Blade Runner.2049 (kontynuacja)" czyli następca filmu: "Łowca Androidów", filmu na podstawie opowiadania "Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?" Pilipha K. Dick'a.
A teraz w kinie dla młodzieży - ma nam niby imponować "zbyt jednak płytka i słaba", ilustracja angielskiej ulicy przyszłości, wysypisko śmieci Londynu, gdzie toczy się alternatywna gra - poszukiwanie nagrody, życie drugiego sortu. To "Easter Egg" ma dla mnie dziś wymiar szczególny, bo oglądałam film w czasie świąt Wielkiej Nocy, lub tuż po nich.
Ale to jest i małe, i smutne, i słabe - jak na ekranizację dobrej przecież książki, reżysera przecież tak znanego - Stevena Spilberga ("Just: player One"). A to niby w kinach świeżynka, tuż po premierze. I pewnie zapowiada kolejną część "Jurassic Park" - bo ma potencjał jak zawsze.
Ja jednak chętnie przypomną sobie raz jeszcze ekranizację "Solaris" Lema, z George'm Clooney'em... już z początku XXI wieku. Pomarzę... W Polsce - to spektakl, to teatr, nie film...
Jednak - czy film czy nie, fantastyka żyje już własnym życiem.
I tak ma być. I tak - jest dobrze...
Comments
Post a Comment
Proszę, zamieść komentarz poniżej i...
zaczekaj na wynik moderacji.
Dziękuję, A.