Chapter 21.1 Tadam... tadam...
Ależ zniknięcia nam czasem dobrze robią. Powiedziałam nam??? Ach, tak się z piersi i jej i mojej wyrwało. Oddech na dwa, dwa lub trzy oddechy. Oj teraz - to ze trzy i tak w cyklu.
Dziś nie mamy wiele do powiedzenia
Dziś po prostu jesteśmy. Uczymy się, marzymy, śnimy...
Jesteśmy starsze o 5 lat. Pięć minęło. Rozgorączkowanych i długich. Pandemicznych, potem bolesnych. Wymęczonych i tłustych. Z tłustą i sumaryczną nadwagą...
Właściwie można powiedzieć, że podwoiłam swoją wagę wraz z iloczynem skalarnym wieku...
Kocham to życie, bo co... bo co mam powiedzieć. Że się nie da? Że trudno... Że nie inaczej. Że mi się chce czasem płakać... płakać to będę raz, kiedy zechcę, dwa - ze szczęścia i nadawać szczęściu coraz nowe i nowe imię!!!
Comments
Post a Comment
Proszę, zamieść komentarz poniżej i...
zaczekaj na wynik moderacji.
Dziękuję, A.